Wywiad – o studiach i Piwnicy pod Baranami

Kolejna część wywiadu ze mną, przeprowadzonego przez Andrzeja Kobosa. Tym razem O studiach i „Piwnicy pod Baranami”. Kilka słów o Klubie Zbieraczy Owadów, obozach żeglarskich i przyjaźni z Piotrem Skrzyneckim.

https://vetulani.files.wordpress.com/2010/10/jerzy-vetulani-z-andrzejem-kobosem.jpg

fot. Franciszek Vetulani

Przejdźmy do Pana. Czy najpierw studiował Pan biologię?

W wyniku przedwczesnego rozpoczęcia szkoły zacząłem studia o dwa lata wcześniej niż powinienem był, co potem miało dla mnie kapitalne znaczenie. W 1952 roku, w wieku lat 16, zostałem przyjęty na Uniwersytet Jagiel­loński. Musiałem się zgłosić na ochotnika na studium wojskowe, żeby potem uniknąć zabrania do wojska „w kamasze”. Ten zarobiony czas dał mi potem możność zrobienia drugich studiów chemii bez presji wieku.

Najpierw studiowałem biologię. Mama, będąc biologiem, podsycała we mnie od maleńkości zainteresowanie przyrodą. Czytałem wiele popularno­naukowych książek z dziedziny przyrody i astronomii. Ze starszym kolegą z kamienicy, Andrzejem Mirockim, dziś lekarzem i moim serdecznym przyja­cielem, i z moim młodszym bratem założyliśmy tajny Klub Zbieraczy Owadów KZO.

Od roku 1950 żeglowałem na obozach żeglarskich na sztucznym Jeziorze Rożnowskim, gdzie rodzice Czesława Mostowskiego, utalentowanego mala­rza, fotografika i kompozytora mieli willę i dwie żaglówki.

Jak już mowa o młodości, był Pan jednym z założycieli „Piwnicy pod Baranami”, równo 50 lat temu. Był Pan nawet sporadycznie konferansjerem w „Piwnicy”. Ja sam przez lata byłem blisko związany z „Piwnicą” jako fotografik. Proszę coś opowiedzieć o swoich „piwnicznych” latach.

Byłem konferansjerem „Piwnicy” przez jakiś czas, gdy Piotr Skrzynecki był w Paryżu. Jest mnóstwo wersji, jak zaczęła się „Piwnica pod Baranami”. W 1955, a może już w 1954 roku, na Rynku spotkał mnie Mundek Jarosz, którego znałem z obozów żeglarskich. Powiedział mi: „Słuchaj, jest świetny lokal, piwnica w Pałacu pod Baranami, w której moglibyśmy się spotykać. Chromy próbuje to odgruzować, chodź pomagać wynosić stamtąd gruz”. Wte­dy, gdy nie było jeszcze słychać o kabarecie „Piwnica”, razem z Mundkiem, Bronkiem Chromym i chyba Lalą Skąpską wynosiliśmy stamtąd gruz. Później nastąpiła przerwa.

W jakiś czas potem jako student pierwszego roku pełniłem nocną wartę na Studium Wojskowym na Uniwersytecie. Jako dowódcę warty wyznaczyli star­szego od nas studenta historii sztuki, bo historia sztuki miała wojsko razem z biologią. Kompletnie niepozbierany facet prosił nas: „panowie, panowie powiedzcie, co mam robić!”. Nikt nie uwierzy, ale z Piotrem Skrzyneckim spotkałem się pierwszy raz w wojsku ludowym, na warcie w Uniwersytecie Jagiellońskim. Był moim wojskowym przełożonym. W lipcu 1956 roku byłem z nim na poligonie w okolicy Mielca. Zaprzyjaźniliśmy się.

Natomiast, jak sądzę, idea „Piwnicy” narodziła się w momencie, kiedy Joanna Olczakówna spotkała się z Piotrem Skrzyneckim. W jej domu, w jej pokoju, na tzw. „Śmietniku” w Związku Literatów przy Krupniczej 22, zbierała się liczna grupa młodych ludzi; pamiętam Flaszena, Nowaka, Stefana Bratkow­skiego, Wojtka Plewińskiego — wielu ludzi dziś znanych. Ja byłem wśród nich jednym z młodszych. Z Joanną byłem zaprzyjaźniony, lubiłem jej uroczą bab­cię, Janinę Mortkowiczową, i matkę Hannę Mortkowicz-Olczakową. Ich dom był bardzo intelektualny, tam zacząłem korzystać z biblioteki literackiej i histo­rycznej, tam nastąpiło moje pchnięcie w stronę humanistyczną, bo wcześniej nie bardzo się tym interesowałem, nie miałem nawet pojęcia, co robił mój Ojciec. Zacząłem chodzić na wykłady profesora Hodysa w Domu Kultury.

Kiedyś na moich urodzinach Joanna spotkała się z Pio­trem, przypadli sobie do gustu i, myślę, że wtedy powstała idea, żeby zrobić kabaret. Na początku to był rodzaj klubu, do którego się przychodziło, a kabaret zaczął się na boku. Potem stał się centralnym punktem „Piwnicy”. Ale nie było monopolu. Kiedyś próbowaliśmy zrobić teatrzyk z dwoma młodymi pro­fesjonalnymi aktorami – Jerzym Wasiuczyńskim i już nieżyjącym Jerzym Buczackim oraz śliczną studentką Wyższej Szkoły Teatralnej, Hanką Polony. Sztuczka była naszego pomysłu i chyba był to rzadki, pretensjonalny gniot na temat doktora Cagliostro. Potem z Jurkiem Pomorskim i Krzysztofem Wierz­biańskim zrobiliśmy coś, co nazwaliśmy Klubem Geniuszy. Robiliśmy w nim niby poważne rzeczy, np. sesję naukową na temat jakiegoś nieistniejącego filozofa; świetny na niej był Jurek Pomorski, dziś profesor Akademii Ekono­micznej w Krakowie.

W tych czasach bywałem często w „Piwnicy”. Pod nieobecność Piotra, który wyjechał na jakiś czas do Paryża, zacząłem prowadzić rewie piosenek. Występowali w nich świetni ludzie, którzy jednak często nie cierpieli się na­wzajem, np. Basia Nawratowicz i Krysia Zachwatowicz. Musiałem sporo się namęczyć, żeby obie wyszły na scenę. Byli świetni chłopcy, Dymny, Litwin, Güntner, Kwinta, był Mietek Święcicki, który czasami o coś się obrażał. Dym­ny był genialny, ale równocześnie prymitywny. Ciągał Basię po Rynku za włosy. Ja byłem pewnie jednym z niewielu ludzi, którzy się z Dymnym nie bili, oczywiście on by mnie pobił, bo był potwornie silny. Był również Miki Obłoński, z którym byliśmy do siebie bardzo podobni. Legenda mówi, że Krysia Zachwatowicz pomyliła się: chciała się umówić ze mną, a umówiła się z Mikim i za niego wyszła za mąż.

Natomiast przełomem w „Piwnicy” było przyjście Ewy Demar­czyk. Nagle pojawiła się gwiazda dużego formatu. „Piwnica” miała dwie rze­czy, które wcześniej nie były znane w polskiej estradzie, a chyba i na świecie. Po pierwsze, i to chyba była zasługa Joanny, Zygmunt Konieczny zaczął robić melodie do znanej polskiej poezji (przedtem robiło się piosenki do melodii). I druga rzecz — Joanna wymyśliła pewien kolaż literacki, łączyła fragmenty tekstów w takie mozaiki. To wszystko było też zasługą Janki Garyckiej. Była ona dobrą muzą tego miejsca. Trudno teraz powiedzieć, której rola była ważniej­sza. Bez nich dwóch nie byłoby „Piwnicy pod Baranami”.


Na blogu można przeczytać również poprzednią oraz kolejne części wywiadu.

Wywiad pierwotnie ukazał się w: Po drogach uczonych. Tom 2. Wydawnictwo PAU, Kraków 2007, s. 491–524.

~ - autor: vetulani w dniu Październik 13, 2010.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: