Piękno neurobiologii

Znów spotykamy się dzięki Ruth

Reklamy

Nie do wiary, jak szybko czas leci. We wtorek 30 sierpnia minęły cztery lata od śmierci Pani Mecenas, Kici, czyli Ruth Buczyńskiej. Cóż za uroczą była osobą! Pamiętam ją jeszcze sprzed sześćdziesięciu lat, kiedy regularnie wraz z mężem, mecenasem Karolem Buczyńskim, byli stałymi bywalcami Piwnicy pod Baranami i chętnie nam, młodym i niemajętnym, stawiali wino.

Koncert sylwestrowy w CKŻ w 2011. Od lewej: Jerzy i Maria Vetulani, Maria i Ruth Buczyńskie, fot. Dorota Rehman.

Później Panią Mecenas spotkałem, kiedy stałem się częstym gościem Centrum Kultury Żydowskiej przy Meiselsa, a jako jedną z piękniejszych chwil w moim życiu wspominam, kiedy osobiście do klapy marynarki przypinała mi emblemat Przyjaciela CKŻ. Przez myśl przechodzą mi jeszcze wspomnienia z jej ostatnich uroczych urodzin.

Ruth zawsze ślicznie mówiła na spotkaniach CKŻ w wieczór sylwestrowy. Pierwszy taki wieczór bez niej zapamiętałem dobrze, bo kiedy wszyscy po występie zebraliśmy się razem, dyrektor Centrum – Joachim Russek – zupełnie niespodziewanie powiedział: „A teraz, kiedy nie ma z nami Ruth, coś nam powie profesor Vetulani”. Było to jedno z większych wyzwań, z jakimi miałem do czynienia. Musiałem zaimprowizować. Chyba (sądząc z relacji zebranych) mówiłem całkiem składnie, ale sam nic z tego, co mówiłem, nie pamiętam.

Gdy Ruth zabrakło, Joachim powierzył mi rolę oratora na koncercie sylwestrowym, fot. Dorota Rehman.

A wczoraj, w słoneczny sierpniowy dzień, przyjaciele i znajomi zebrali się przy mogile. Wysłuchaliśmy przemówienia Prezesa Gminy Żydowskiej, pana Tadeusza Jakubowicza, a potem psalmu 130. Modlitwę za zmarłych odśpiewał po hebrajsku prof. Jonathan Weber. Na zakończenie krótko i przejmująco wystąpił kolega Ruth z z palestry, mecenas dr Stanisław Kłys.

Dzięki Ruth spotkało się wielu przyjaciół i ponieważ była taka, jaka była, spotkanie wspomnieniowe było, mimo wszystko, pogodne.

Z Jankiem Güntnerem spotkaliśmy się jeszcze w tramwaju, w drodze na cmentarz. Ja jechałem 24 z Placu Inwalidów, on wsiadł na Batorego. Na cmentarzu, z racji kłopotów ze wzrokiem, nie poznawałem prawie nikogo, ale jednak dostrzegłem tak ważne dla mnie osoby, jak Krysię Zachwatowicz, Halinkę Rembiesową, Marysię Szczeklikową, Olę Kurczab i wielu innych. W Jamie Michalikowej, gdzie kontynuowaliśmy spotkanie, siedziałem z Basią Nawratowicz i spotkałem Kazika Wiśniaka. Bardzo miło rozmawiało mi się też z mecenasem Kłysem, potem Basia zaprosiła mnie do swego wytwornego mieszkania. Przez wiele lat mieszkała w Australii, ale po osiemdziesiątce postanowiła wrócić do Krakowa na stałe. W końcu pojechaliśmy na koncert do CKŻ (gdzie — na marginesie — corocznie w grudniu odbywa się koncert in memoriam Ruth), aby wreszcie zakończyć ten piękny dzień pełen wspomnień na małej kolacji w Chimerze.

Reklamy

Reklamy