Nic tak nie wpływa na ducha jak ciało

Od 12 marca w krakowskiej Fabryce na Zabłociu można oglądać Human Body Exhibition. Wystawie, ukazującej wspaniałą złożoność ludzkiego organizmu na różnych płaszczyznach, szybko przypięto łatkę „kontrowersyjna”. Głosy — zarówno entuzjastyczne, jak i krytyczne — wytworzyły wokół jej otwarcia typową medialną otoczkę. W niektórych kręgach wywołała obrzydzenie, oburzenie, strach. Twierdzono, że szokuje. Że została przygotowana bez poszanowania podstawowych zasad etycznych, ponieważ pochodzące z Chin eksponaty mogły zostać wypreparowane z osób skazanych tam na karę śmierci. Z drugiej strony na wszelkie sposoby reklamowano, zachęcano do zapoznania się z ekspozycją, całe miasto oblepiono plakatami. „To wystawa, która zmieni wasze życie” — deklarowali odważnie, chociaż bez pełnego pokrycia, organizatorzy.

https://vetulani.files.wordpress.com/2013/05/923422_373778856063835_340957341_n.jpg

Sam nie mam szczególnie bogatych doświadczeń w badaniu anatomii Homo sapiens. W ramach ćwiczeń z antropologii na studiach biologicznych pół wieku temu kroiliśmy poddane uprzednio konserwacji kończyny, jednak nigdy nie przeprowadziłem ani nie uczestniczyłem w pełnej sekcji zwłok ludzkich (co musi rzecz jasna przejść każdy porządny student medycyny). Prawdę mówiąc jako farmakologowi chyba zawsze było mi pod tym względem bliżej do szczurów.

Odwiedzenie Fabryki uznałem za sprawę ważną. Poza możliwością zobaczenia tego, czego na co dzień nie widuję, była to także okazja do zweryfikowania niektórych, delikatnie mówiąc nieprzychylnych wydarzeniu opinii (z silnym podejrzeniem, że wielu oburzonych komentatorów wystawy nie widziało i tworzy teksty tylko na podstawie własnych wyobrażeń).

Wystawa zrobiła na mnie jak najlepsze wrażenie. Przygotowana z dużą skrupulatnością i rzetelnością, chociaż dla osoby mającej jakie takie pojęcie o anatomii nie wprowadza niczego rewolucyjnego (technika, którą posłużono się przy procesie konserwacji ciał też nie jest najnowsza, została opracowana już w drugiej połowie lat 70.), znakomicie realizuje aspekt dydaktyczny. Nawet dla człowieka takiego jak ja, o którym niektórzy sądzą, że wie wszystko (jak widać błędnie) jest to fascynująca lekcja, nie wspominając o osobach bardzo powierzchownie zapoznanych z anatomią człowieka.

Nie wszystkim jednak idea Human Body Exhibition się spodobała. Najwięcej głosów oburzenia słychać było ze strony konserwatywnej prawicy. To duchowi spadkobiercy tych, którzy żądali kary śmierci dla przeprowadzających sekcje, motywując to faktem, że ciało ludzkie jest świątynią Ducha Świętego, a takiej świątyni profanować nie wolno. Do tej grupy publicystów przynależy na przykład Arkady Saulski, który w tekście „Pornografia śmierci” na portalu wpolityce.pl opiniował:

Wystawa z całą pewnością nie ma służyć edukacji — przecież by badać ludzkie ciało nie potrzeba rzeczywistych ludzkich zwłok. Technika poszła do przodu i w samym Internecie można posiąść niezwykle kompleksową wiedzę na ten temat, również anatomiczną, z wykorzystaniem dokładnych wizualizacji, opisów i grafik.1

https://vetulani.files.wordpress.com/2013/05/602466_378478758927178_1391189753_n.jpg

Cały tekst sugeruje, że autor nie zwiedzał wystawy. Po muzeum przemieszcza się w niewielkich grupach, a całość ekspozycji mieści się w kilkunastu salach. W każdej z sal znajduje się kompetentna przewodniczka, nawiązująca dialog ze zwiedzającymi, odpowiadająca na pytania. Jej obecność eliminuje też efekt sensacji — nikt ze zwiedzających, wśród których byliśmy, nie zdradzał objawów podniecenia, natomiast wiele osób zadawało dociekliwe pytania. Odpowiedzi, w świetle mojej wiedzy, były kompetentne i wyczerpujące. Co do pomysłu wykorzystania nowych technik — oczywiście, że możemy zgłębiać najróżniejsze tajemnice nauki z pomocą cyfrowych wizualizacji. Będzie to znacznie bardziej efektywne niż wkuwanie samych pojęć z książki, gdyż mózg ludzki ma tę skłonność, że łatwiej jest mu kodować dane, gdy do suchych faktów zostanie dodana unaoczniające je w jakiś sposób grafika, obraz. Jednak bezpośrednie zetknięcie z eksponatem, zobaczenie go na własne oczy, poczucie rzeczywistości tego, co badamy, a także bezpośredni kontakt z przewodnikiem — da efekt jeszcze lepszy, pozwoli przyswoić więcej informacji. Z tych samych powodów chodzimy do muzeów oglądając oryginały dzieł wielkich mistrzów, a nie poprzestajemy na reprodukcjach.

Ekspozycję krytykowały też inne media; Agnieszka Sabor w katolickim, acz dość liberalnym jak na swoje możliwości „Tygodniku Powszechnym” pisała tak:

Nie oszukujmy się — przedsięwzięcie ma charakter cynicznie komercyjny. I to w najgorszym guście. Jak oceniać fakt, że zwłoki zostają sprowadzone do funkcji cyrkowego gadżetu? Jego promotorzy powołują się na fakt, że w ciągu stuleci ciało było obiektem badań lekarzy, którzy zgłębiali jego tajemnice podczas operacji i autopsji. No tak, ale w Fabryce lekarzy raczej nie spotkamy. Raczej tych, którzy spragnieni są sensacyjnego widoku ludzkiego wnętrza.2

Po pierwsze — to, co oglądałem nie było z pewnością cyrkowym gadżetem. Jeżeli pani Sabor pisała swój tekst po oglądnięciu wystawy, to mamy bardzo różne wrażliwości. Wśród zwiedzających, których zachowanie również nie świadczyło o tym, że traktują  eksponaty jak „gadżety”, również przeważać będą rzeczywiście laicy (bo lekarze anatomię już znają), ale laicy zainteresowani poznaniem świata, a ponadto — jak wspomniałem — po każdej sali z dużym entuzjazmem i zaangażowaniem oprowadzi nas młoda, inteligentna studentka, zazwyczaj po czwartym albo piątym roku medycyny, która wyjaśni co przedstawiają eksponaty i zgłębi niuanse poszczególnych obiektów, utrzymując wciąż żywy kontakt z publiką. A co do osób — jak to ujęła autorka — „spragnionych sensacyjnego widoku” — nie zaobserwowałem ich w Fabryce. Ludzie raczej w skupieniu słuchają, oglądają, czytają opisy, zadają pytania — dociekają wiedzy. Coś z tego w głowach zostaje. Nawet jeżeli niewiele faktów, to przynajmniej świadomość i w miarę realne wyobrażenie o samych sobie. Fakt, że wystawę większość zwiedza przez ponad dwie godziny świadczy dobitnie, że nie o sensację tu chodzi.

Co do ostatniego, najbardziej podbijanego przez przeciwników wystawy argumentu, odwołującego się do kwestii etycznych — niewiadomego pochodzenia ciał i oskarżeń, że zostały one „zabrane wbrew woli”, „wypreparowane z osób skazanych na śmierć przez chiński wymiar sprawiedliwości” albo że „udostępnienie ich przez rodziny było ostatnią deską ratunkową na przeżycie” (lepiej byłoby, żeby nie przeżyli?) — czy autorzy takich stwierdzeń uważają przypisywanie rzekomej winy za w pełni etyczne, jeżeli nie posiadają żadnych na nią dowodów, a swoje słowa opierają jedynie na spekulacjach? Można nie wierzyć w wyjaśnienia przewodników (a pytani są o to dość często), ale swoje oskarżenie trzeba jakoś poprzeć.

Chociaż w krajach Europy stosunek do ludzkiego ciała i zwłok jest inny, bardziej emocjonalny niż na Dalekim Wschodzie, wypadki zapisywania zwłok dla celów dydaktycznych zdarzają się i u nas, chociaż nie są zbyt częste. Przypomnijmy sobie „Istnienie” Marcina Koszałki – wielki film, którego fabuła to właśnie rozważania starego, zbliżającego się do końca życia aktora, który postanowił, że po śmierci jego ciało nie powinno pójść na marne, ale właśnie służyć studentom medycyny do nauki. Ciekawe były zdarzenia towarzyszące realizacji dzieła. Po nagłej śmierci kierownika Katedry Anatomii w Uniwersytecie Jagiellońskim (Kraków był jedynym miastem, w którym w jednej uczelni ponownie zespolono odcięte od siebie przez komunistyczne reformy studia medyczne i ogólnouniwersyteckie), jego następca odmówił reżyserowi kręcenia filmu w pomieszczeniach Zakładu Anatomii, motywując to właśnie względami etycznymi (różni ludzie różnie wyobrażają sobie etykę). Od  katastrofy, jaką byłoby niezaistnienie tego naprawdę znaczącego obrazu, kulturę polską uratowała opinia najwyższego polskiego autorytetu etycznego w zakresie medycyny, nieodżałowanego profesora Kornela Gibińskiego. Kraków nie ustąpił, ale film dokończono na Uniwersytecie Medycznym w Katowicach, a sceny prosektoryjne nakręcono w znacznie racjonalniejszej Pradze.

Aby podsumować: śmierć, niezwykle ważny element naszego życia, przez większą część historii ludzkości był oswajany, i chociaż nie tracił elementu grozy, nie był tematem tabu. Druga połowa XX wieku to okres „zamiatania śmierci pod szafę”. Tendencję tę przewidział juź Aldous Huxley w „Nowym Wspaniałym Świecie”. Ale powoli następuje powrót do korzeni. Tak, jak zachęca się matki do rodzenia w domu i obecności ojców przy porodzie, coraz częściej zachęca się do stawienia śmierci czoła, a zwłaszcza żegnania się z osobami odchodzącymi na zawsze i towarzyszenia im w chwilach przejścia. Zapoznawanie się z funkcjami ciała i racjonalny stosunek do szczątków ludzkich (za mojej młodości w każdym gabinecie przyrodniczym w lepszych szkłach średnich, a nawet podstawowych, był ludzki szkielet, i nikomu to etyki ani moralności nie psuło), co między innymi oferuje Human Body Exhibtion, też wpisuje się w tę próbę oswajania śmierci. Jest to próba ważna, gdyż oswojenie śmierci umożliwia refleksję nad nią, a refleksja nad śmiercią jest równocześnie konieczną refleksją nad życiem i wyborem sposobu na życie.

Human Body Exhibition: 12 III — 3 XI 2013 w Krakowie, 2 V — 13 X 2013 w Gdańsku.

Piśmiennictwo

  1. Arkady Saulski: Pornografia śmierci. „Czy te dzieci także, przed śmiercią, podpisały stosowne oświadczenie pozwalające na wykorzystywanie ich ciał?”, 7 maja 2013, wpolityce.pl.
  2. Agnieszka Sabor: Barbarzyństwo, „Tygodnik Powszechny” Nr 14 (3326), 7 kwietnia 2013.

~ - autor: vetulani w dniu Maj 24, 2013.

Odpowiedzi: 31 to “Nic tak nie wpływa na ducha jak ciało”

  1. Także na mnie wystawa wrażenia cyrku objazdowego nie zrobiła. Zdecydowanie podkreślany był walor edukacyjny. A sama wystawa rzeczywiście rewolucyjna jakaś nie jest. Niewiele tam rzeczy, których nie można oglądać (za zamkniętymi drzwiami) Muzeum Anatomii CM UJ. Zgadzam się również w pełni z apelem o dowody na „nieetyczne” pozyskiwanie spreparowanych ciał.

  2. Na tę wystawę wybieramy się z córką (lat 9) i dwoma dorosłymi już synami. Ludzkie ciało od wewnątrz jest piękne i bardzo interesujące, pod względem budowy. Młodzież od najmłodszych lat życia powinna mieć okazje by poznawać swój organizm ze wszystkich możliwych dziedzin, także budowę. Powinny być też podobne wystawy, gdzie pokazywano by zwierzęta. Młodzi ludzie i dzieci poznawaliby różnice/podobieństwa organizmów. Sposób jest ze wszech miar pozytywny i trafny, moim zdaniem.

    Dla osób ,,bogobojnych,, – z prochu powstałeś, w proch się obrócisz.
    Bóg ponoć duszę po śmierci z ciała zabiera, no więc ciało można potraktować jak piasek, zużyć do interesujących celów :)

    Osobiście niegdyś, po ukończeniu 18 lat zrobiłam ,,oświadczenie woli,, – moje zwłoki będą w 100% zużyte dla dobra nauki. Żadnego grobu itp. Dzieci mogą zachować sobie jakieś zdjęcia, to wystarczy. Ludzkie ciało jako zwłoki powinno służyć nauce, czyli tym, którzy nadal żyją. Nauka to także dziedziny sztuk pięknych, a więc tego typu jak wyżej, wystawy.

  3. A gdyby zmarło któreś z moich dzieci, zanim ja umrę, ich zwłoki także potraktuję jak moje w oświadczeniu woli. Kocham swe dzieci i dlatego ich ciała powinny dawać życie innym ludziom. Dla mnie śmierć nie jest końcem, lecz początkiem, zmianą formy istnienia, w różnych postaciach, nawet jako pojedyncze wolne atomy fruwające nad wysypiskiem śmieci lub w kawiarni (w lodach – jako H2O). Życie i śmierć mają się nijak do rzeczywistości, w przyrodzie :)

  4. Oglądałam Human Body Exhibition kilka lat temu w Stanach i cieszę się, że wystawa dotarła do Polski. To bardzo ciekawa wystawa dla wszystkich, którzy mają instynkt poznawczy i pragną zgłębić swoją wiedzę na temat ludzkiego ciała. Na studiach medycznych (które ukończyłam wiele lat temu) rutynowo dokonuje się sekcji zwłok, w ramach anatomii, patologii I medycyny sądowej, i nie uważa się tego za nieetyczne. Nie ma więc powodu aby ludzie innych zawodów nie mogli poznać anatomii ludzkiego ciała.

  5. 1. Warto zauważyć, że wielu ludzi godzi się na wykorzystanie po ich śmierci ich ciał – czy to do celów naukowo-dydaktycznych czy to dla ratowania życia innych, jako organy do transplantacji.

    Niewielu jednak z nas zgodziłoby się chyba, aby stać się po śmierci jednym z „eksponatów” na podobnej wystawie – w roli czegoś podobnego do motocykla, psa rasowego czy rzeźby. Ale może się mylę?

    Zachęcam Pana Profesora i internautów, którzy gotowi są zgodzić się na podobne „przeznaczenie” swojego ciała po śmierci, aby napisali o tym w kolejnych wpisach tutaj.

    2. Jak rozumiem, *nie ma jednak pewności*, czy organizator wystawy przedstawiającej spreparowane ludzkie ciała pozyskał je w sposób etyczny.

    A skoro tak, to zastanawiam się, w jaki sposób, w konkretnych okolicznościach tej „sprawy”, ktoś z nas mógłby znaleźć dowody na to, że pozyskanie tych ciał odbyło się w sposób nieetyczny? Jechać do Azji i prowadzić prywatne śledztwa w sprawie każdego z tych ciał? Mało realne, prawda?

    Czy zatem w takich okolicznościach sam brak dostępnych dowodów na ew. nieetyczny sposób pozyskania tych ciał rzeczywiście jest już taka meta-okolicznością, która jest wystarczająca, abyśmy mogli nie niepokoić się ważna kwestia ew. braku dobrowolności pozyskania ciał tych ludzi?

    3. Powiedzmy, ze ktoś, kogo dobrze nie znamy oferuje nam tanio rower, na który nie ma wiarygodnych dokumentów nabycia. Czy jeśli także w takim przypadku nie mamy twardych dowodów, że rower ten został komuś ukradziony, postępujemy etycznie – korzystając z takiej okazji? Moim zdaniem nie. Gdyby nie było zbytu na tak podejrzany towar – kradzieże takie byłyby znacznie rzadsze.

    4. Prawdziwie etyczne postępowanie w każdej sprawie wymaga m. zd. uzyskania przez nas *pozytywnego* uprawdopodobnienia, że sprawa jest czysta. Samo nieposiadanie przez nas, szczególnie jeśli jesteśmy pod tym względem bierni, negatywnych informacji o „czystości” określonego zachowania nie jest wystarczające.

    5. Powiedzmy, że wynaleziono nowy związek chemiczny, który okazuje się przydatny w różnych zastosowaniach, ale nie wiemy jeszcze, czy nie jest szkodliwy dla ludzi i środowiska.
    Czy byłoby etyczne rozpoczęcie stosowania go, bez uprzedniego sprawdzenia tej okoliczności?

    Pozdrawiam
    Juliusz

    • Ważne ujęcie sprawy -przyznam że nie analizowałem owej „wystawy” z tego punktu widzenia.
      Przypominam sobie jednak z wykładów prawa taką sentencję wykładowcy :” tzw „dobra wiara” to zazwyczaj usankcjonowanie hipokryzji lub cwaniactwa” – wtedy chodziło o zagadnienia nabycia praw majątkowych, ale znakomicie ilustruje postawione w twoim komentarzu tezy.

  6. Pierwsza moja myśl: ja to już znam. Znam koncepcję tego przedsięwzięcia i znane mi są zdjęcia spreparowanych, kolorowych i jakże „atrakcyjnych” zwłok ludzkich. Piszę „zwłok”, bo słowo „ciało” nieodłącznie kojarzy mi się z żywym człowiekiem. Twórcą tej koncepcji jest Gunther von Hagens, preparator, anatom i kim tam jeszcze on był, zwany także bodajże profesorem czy choćby doktorem. Początkowo zajmował się tworzeniem preparatów dla szkół wyższych, kształcących studentów medycyny. I odnosił duże sukcesy w tej swojej dziedzinie. Później wpadł na pomysł organizacji widowiska dla gawiedzi, w którym za eksponaty posłużyły mu wypreparowane zwłoki ludzkie. Nadał temu widowisku nazwę „Körperwelten”. Już pierwsza ekspozycja w Niemczech, stała się fenomenem sensacyjnym i zyskała sobie opinię kontrowersyjności wysokiego stopnia. Do tego stopnia, że niebawem musiał przeniść się ze swoim warsztatem, a później nawet wyemigrował z Niemiec. Ale kolejki do obejrzenia osiągały takie rozmiary, że trzeba było czekać całymi dniami, koczując przed salami muzealnymi.

    Już wtedy doszedłem do wniosku, że sprawa ta przerasta moje intelektualne kompetencje, ażeby wydać jednoznaczną opinię. I nadal budzi również mój sprzeciw. Ale sprzeciwu mojego nie budzą wypreparowane zwłoki ludzkie, eksponowane dla celów naukowych, lecz tylko wystawienie zwłok w roli obiektów sztuki – bo tak argumentowali zarówno zwolennicy (na „tak”) ale i przeciwnicy (na „nie”) wystawy „Körperwelten”, przeznaczonej dla żądnej sensacji gawiedzi ludzkiej. I dzisiaj również jestem na „tak”, jeśli wystawy tego rodzaju organizowane będą w gabinetach anatomii albo innych instytutach naukowych i mające oprawę naukową. Jestem na „nie”, jeśli tego rodzaju zjawisko pojawia się w jakichkolwiek salach wystawowych, niezwiązanych z działalnością naukową w zakresie medycyny, a tylko jako wywołująca sensację działalność zarobkowa.

    Człowiek jest istotą biologiczną, tak jak i inne zwierzęta. Ale nawet zwierzęta niższego rzędu niż człowiek okazują szacunek swoim zmarłym. Małpa nosi swoje martwe dziecko jeszcze nawet kilka dni. I cierpi. Stado słoni dokonuje ceremonii uczczenia i pożegnania zmarłego członka swojej rodziny, które też może przedłużyć się do kilku dni. Ptaki przed śmiercią chowają się w niedostępnych miejscach. Nawet ranny dzik czy postrzelony przez myśliwego jeleń przed swoją śmiercią zaszywają się w gęstwinę w niedostępnym miejscu, jakby zdawali sobie sprawę z potrzeby uchronienia swoich zwłok. Są na świecie etnie, które przez długi okres przechowują zwłoki swoich bliskich, w niektórych przypadkach nawet w swoich domostwach, okazują im cześć, rozmawiają z nimi, radzą się nich, krewni składają im wizyty, zmarli biorą udział w ucztach, otrzymują jedzenie itp. Także niektóre szczepy indiańskie praktykowały zwyczaj odsunięcia się przed śmiercią w ustronne miejce, gdzie umierali i chronili swoje zwłoki. Różne religie okazują szacunek dla zmarłych poprzez akt wyłączenia zwłok ze świata żywych. Zwłoki zawsze kojarzyły mi się z majestatem śmierci, z odejściem, z potrzebą rozstania się na zawsze. Nawet w laboratorich szkolnych oglądanie preparatów wywołuje we mnie, obok zrozumienia, odruch sprzeciwu.

    Kiedyś miałem okazję – tak jest, i szczęście – poznać panią, której rodzina w czasie wojny nurzała się w zbrodni ludobójstwa. Kobieta ta, z wykształcenia historyk sztuki, bardzo cierpiała z tego powodu, a nawet czyniła jawny żal za grzechy popełnione przez swych bliskich. Zapraszała do siebie byłych więźniów obozów koncentracyjnych, zapewniała im wymyślne wyżywienie, wysłuchiwała ich przeżyć i żalów, załatwiała im lekarstwa, udzielała pomocy finansowej, robiła wszystko, by choć po części wynagrodzić im cierpienia. Przerwała swoją uniwersytecką karierę, żeby bez reszty poświęcić swoje życie byłym więźniom. Przez bliskie otoczenie, także przez swoich bliskich, ale zwłaszcza przez znajomych, była krytykowana, że przesadza, że przykładem swym obciąża sumienia swoich bliskich, że zagłodzi sama siebie, gdyż miała okresy jadania tylko suchego chleba i wody. Tak, jak jadali więźniowie – powiadała. A przed śmiercią zwłoki swe przeznaczyła dla gabinetu anatomicznego uczelni kształcącej studentów medycyny. I znowu, tak, jak zwłoki byłych więźniów wydawane były na potrzeby uczelni. I ten jej „czyn” był szczególnie komentowany, jako „kontrowersyjny” albo „bez żadnego sensu”. Do dziś i – myślę – na zawsze zachowałem ogromny szacunek wobec człowieczeństwa tej kobiety. I bardzo dobrze ją rozumiałem. Z tym żywieniem się samym chlebem nie byłem w zgodzie. Ale decyzję co do zwłok od samego początku rozumiałem, a ją samą darzę wielkim szacunkim, nawet większym niż za jej życia. Gdyby była katoliczką, kto wie, czy nie byłaby kandydatką na ołtarze.

    Człowiek jest nie tylko istotą biologiczną, ale również istotą ludzką, wyposażoną w człowieczeństwo, człowieczeństwo oparte na inteligencji, kulturze, poczuciu tego, co dobre, a co złe, znającą normy postępowania. I to człowieczeństwo wymaga, by zwoki ludzkie traktować zgodnie ogólnym zwyczajem, panującym w danych warunkach społecznych. Owszem, używać ich dla celów naukowych. Ale oszczędzić je dla celów widowiskowych. Chociaż widowiskowości ze zwłokami w kulturach ludzkich nigdy nie brakowało. I nadal nie brakuje. Wystarczy udać się na którykolwiek cmentarz w Polsce, a natkniemy się na liczne grobowce, w tym budowane na kształt mauzoleów z drogich materiałów. Ich celem jest nadanie szacunku zwłokom, w Polsce katolickiej pobożnie nazywanych „ciałami”. Zwyczaj ten kultywują wyznawcy religii, w której jedynie los duszy jest istotny. Ale bałwochwalczo czczą swoje „ciała”. Kapłan modli się o duszę zmarłego, która – wedle wiary – już dawno została „osądzona”, ale prosi Boga o łaskawszy los dla niej, przemawia nawet po imieniu do zwłok, kadzi je i święci, jakby rytuał ten mógł mieć jakiekolwiek znaczenie w świetle przekonań religijnych, które reprezentuje. Są to rytuały wywołujące zażenowanie i sprzeciw logicznego rozumu. Podobnie jak i wystawianie sperarowanych zwłok na widok publiczny dla gawiedzi z rozdziawionymi gębami. Albo sprawa interesu z relikwiami tzw. „świętych”.

    Panie Profesorze, bardzo proszę o zadecydowanie, czy wypowiedź moja nadaje się do publikacji na Pańskim blogu.

    Do mojej wypowiedzi chciałbym dodać filmik.

    http://www.20minutos.tv/video/lsFJLMTX-un-perro-entierra-a-otro-con-el-hocico/0/

    Historyjka ta została nagrana w Bagdadzie, Irak. Tytuł: “Pies dokonuje pogrzebu martwego psa przy pomocy pyska”.

  7. Pani Sabor pisze, że wystawa ma ,,cynicznie komercyjny charakter,, .

    hmmmm, ja myślę podobnie, ale na temat zjawiska tzw. ,,pierwszej komunii,,. Oglądałam to ostatnio w kościele. Dzieci masowo grały różne role w przedstawieniu, w zamian za bardzo wysokie wynagrodzenia finansowe ze strony rodziców i ogólnie publiczności. Wstęp był wolny. Żaden teatr w Polsce tyle nie zarabia finansowo, jak instytucja PPHU Kościół. Wystawa HBE nigdy nie zarobi tyle co w/w firma, ale…….

    …….stanowi zagrożenie, jako wykluwająca się konkurencja.

  8. Plastynarium Gunthera von Hagens mieści się w Guben(miasto na lewym brzegu Nysy Łużyckiej) , na powierzchni 3000 m2 można obejrzeć eksponaty – waham się jakiego słowa używać.

    „W PLASTYNARIUM można zarezerwować pomieszczenia do przeprowadzenia kursów preparacji i operacji. Jako anatomiczne centrum nauki i nauczania PLASTYNARIUM prezentuje się w trzech kolejnych obszarach: historia anatomii i konserwacji ciała, wielka pracownia naukowo-dydaktyczna oraz sala ekspozycyjno-handlowa.”

    Można kupić „Plastynat” ….

    wiele osób oddaje swoje ciała Plastynarium, ponoć jest długa kolejka oczekujących, będąc świadomym do czego ciała te posłużą. Czy nie jest to sposób na przetrwanie? Być może stąd, z lęku przed śmiercią takie zainteresowanie i tyle sensacji wokół tych ekspozycji? Niemożliwym dla mnie było i dziś nie jest zajęcie stanowiska, nie czuję się ani moralnie ani intelektualnie kompetentna by ferować wyroki w tej sprawie. Nie budzi jednak sprzeciwu, przynajmniej Plastynarium w Guben, nie wiem jak wystawa z Chin. Prawdopodobnie gdybym była wśród wielu zwiedzających – „gawiedzi” budziłoby to mój sprzeciw
    Wiem jednak że moja wizyta w Plastynarium w sobotni letni poranek (Plastynarium było puste spotkaliśmy ledwie dwie osoby) zostawiła we mnie ślad, pomyślałam wtedy jak blisko, codziennie, jedząc, chodząc, kochając się jesteśmy „tamtej” strony. Szłam wśród tych zastygłych ciał ludzi, koni i nagle przechodząc ciemnym przejściem z daleka usłyszałam śpiew ptaków, radosne trele. Pomiędzy salami wystawowymi, gdzie miały swoje miejsce, tak – zwłoki, jest (czy było nie wiem jak dziś) olbrzymia woliera, na którą wychodzi się z mroku….

    • „wiele osób oddaje swoje ciała Plastynarium, ponoć jest długa kolejka oczekujących, będąc świadomym do czego ciała te posłużą.” – tak jak w TV – ludzie gotowi są obnażyć i wystawić na ogląd innych wszystko – byle tylko choć na sekundę przyciągnąć ich uwagę – na pewno to objaw lęku przed śmiercią, niebytem, nieistnieniem… ale i objaw medializacji życia, utraty łączności ze światem, totalnej samotności – nieszczęśni ludzie.

    • Na krakowskiej wystawie przyszło mi na myśl parę rzeczy. Przyszło mi na myśl, że to dobrze, że ci martwi ludzie jeszcze przez chwilę „są w świecie”. Za życia bym ich nie poznała, a tu proszę, oglądam ich skromne i mniej skromne części i jestem sobie chwilę z myślą, że biali czy żółci, kobiety czy mężczyźni jesteśmy w gruncie rzeczy tacy sami i tak samo ulotni w świecie, śmiertelni. I przyszło mi jeszcze na myśl, że jeśliby chcieć pokazać człowieka naprawdę obnażonego, naprawdę „do kości” trzeba by pokazać jego myśli. To są dopiero nieprzystojne sprawy („nie ma rozpusty większej niż myślenie”, prawda?). Kto był przypadkiem przy zwłokach bliskiej osoby – mnie zdarzyło się to kilka razy – wie, że ten trup ma niewiele wspólnego z osobą żyjącą. Tyle tylko, że go trzeba pochować, bo się zepsuje. Zupełnie nie rozumiem mistyki zwłok, deklarowania szacunku i ekshumowania, na zmianę. Oby więcej ludzi oddawało swoje ciała po śmierci wydziałom medycyny, na przykład, bo podobno studenci cienko przędą na jakichś rozpadających się preparatach, a nie wszyscy są tak operatywni jak Profesor, żeby sobie ukraść nogę ;)) Co komu po tym, że go zjedzą robaki?

  9. w niedzielę miałam chwilkę wolnego czasu, pijąc kawę poczytałam trochę na różnych miejscach internetu, o wystawie HBE. Sama wystawa jest niczym, w porównaniu z opiniami jakie ludzie wystawiają. Teraz jestem na 99% pewna, że ludzki mózg to efekt nagłej, potężnej mutacji, to jak mutant po wybuchu ,,bomby atomowej,, na drodze ewolucji ssaków :)

    Najbardziej niebezpieczne dla ludzkości jest zjawisko religii, wzbudza agresję na tle strachu przed niewiadomą. Niemal wszystko jest grzechem, nawet własne ciało. Prawie każda nauka jest narzędziem w ręku diabła – itp. brednie. ,,Marycha,, na uspokojenie dla ciężko chorych, wyjących z bólu – to śmiercionośny narkotyk, ale ,,seta,, ,,jabola,, łykana w kościele przez księdza – to dar i znak od Boga. Alkohol dostępny całą dobę, bez ograniczeń.

    No cóż, Ziemia jest nadal płaska, a Słońce krąży wokół niej :(

    • W zupełności się z Panią nie zgadzam, obieranie takiej pozycji w sprawie nauka kontra religia jest jak najbardziej bez sensowna i wynika ona z BRAKU Pańskiej wiedzy. Nie wiem jakim cudem ktoś może wystawiać taką opinię na taki temat nie mając w ogóle o niej pojęcia. Nie dziwne że Polska jest tak zacofana, jak większość ludzi ma podobne mniemanie o religii jak Pani, czyli o czymś co wstrzymuje postęp.
      No cóż, ludzie nie czytają książek, a gadają o rzeczach dla nich nieodpowiednich. :(

      • Szanowny Panie , różnica zdań – rzecz ludzka ! :) Dla mnie religia to opium dla mas. Dla Pana może być czyś innym. Nie mam nic przeciw temu i serdecznie pozdrawiam.

  10. Chore miejsce dla chorych ludzi!

    Naziści też mieli „pragmatyczne” podejście do ludzkich zwłok – ale przynajmniej nie dorabiali sobie etykietki „edukacyjne”…

    Ci którym wiedza o ludzkim ciele jest potrzebna (studenci medycyny na przykład) mają kontakt z odpowiednimi materiałami i to jest zrozumiałe… po co kontakt z trupem przeciętnemu inteligentowi? Otóż jedynie dla owego perwersyjnego dreszczyku niezdrowej emocji.

    Tyleż ta wystawa ma wspólnego z edukacją co miała równie popularna wystawa narzędzi tortur wędrująca po Polsce wspólnego z historią – tam była pornografia z kręgów BDSM, tu jest fascynacja śmiercią i zaburzenie psychiczne polegające na uporczywym przyglądaniu się zwłokom – generalnie klienci owego cyrku powinni dostawać też do reki skierowanie na badania psychiatryczne a twórcy i organizatorzy wylądować w więzieniu.

    • Nawiązując do komentarza powyżej.

      Był Pan na tej wystawie?

      Jako student jednego z kierunku nauk biologicznych nie miałem nigdy tak dobrego dostępu do tak świetnie wypreparowanych zwłok. Ta wystawa ma moim zdaniem charakter głównie edukacyjny, chętnie zobaczyłbym podobną wystawę ze zwłokami innych niż człowiek zwierząt.

      Rozumiem, że Panu taki sposób zdobywania wiedzy nie odpowiada, ale można się na takiej wystawie bardzo dużo nauczyć, szczególnie, że po wystawie oprowadzają studenci medycyny, ja trafiłem na bardzo miłą dziewczynę z 3 roku medycyny (Pozdrawiam!), która w rzeczowy sposób opowiadała o anatomii człowieka.

      Na mnie, ani na innych osobach z grupy, z którą poszedłem na tę wystawę nie wywołała ona „dreszczyku niezdrowej emocji”.

      Przyłączam się do polecania tej wystawy, obecnie mam 23 lata, ale myślę, że już w wieku około 13 lat ta wystawa byłaby odpowiednia.

  11. Moim zdaniem wiek oglądających tę wystawę nie jest istotny, ale ważne jest jak dorośli psychologicznie kształtują zachowania i poglądy dzieci. Jeśli dziecko ma wgląd w świat przyrody, zdobywa wiedzę o swym środowisku, o sobie samym, potrafi współpracować i przetrwać, a to ważne dla wszelkich żywych organizmów.

    Jako kilkuletnie dziecko byłam uczona zabijania i przyrządzania do spożycia hodowlanych zwierząt. W wieku 7 lat robiłam to już samodzielnie. Tłumaczono mi też, że wszystko co żyje wymaga szacunku. Zabija się tylko, by służyło jako pokarm. Poznałam wówczas budowę i działanie organizmu ssaków, ptaków, ryb. Ukształtowano mi osobowość, i za to jestem rodzicom wdzięczna. Kocham biologię i wszystko co żyje, nie jestem agresywna, nie potępiam za ,,inność,, ale przeciwstawiam się robieniu z ludzkiego ciała ,,wielkiej zakazanej tajemnicy,,. Przyroda nie ma tajemnic, wystarczy poznawać i kochać. Prawda i miłość nie jest grzechem. Moje dzieci nie są wychowywane w poczuciu grzechów, lęku, winy i agresji itp. Są ciekawe świata, odważne i wesołe, szanują inne żywe organizmy włącznie z roślinami. Nic tak nie pobudza w dziecku zainteresowań światem, jak realne zjawiska, nie te narysowane w książce lub z filmu. Dlatego bardzo polecam tego rodzaju wystawy, właśnie dla dzieci.

  12. Fajny pomysł. Choruję na schizofrenię i chociaż po śmierci mógłbym się na coś ludziom przydać i „pobyć” z nimi. :]

  13. Bardzo mądry tekst, wkradł się tylko jeden chochlik- osoby oprowadzające po wystawie to głównie studenci I-II roku studiów.

  14. Na wystawie niewątpliwie można się wiele nauczyć, ale jednocześnie wydaje mi się, że von Hagens świadomie kreuje się na Marilyna Mansona medycyny i korzysta z marketingowych skrzydeł jakie daje szok. To, że pochodzenie zwłok nie jest do końca jasne, odbieram raczej jako plotkę na uwięzi, wypuszczoną żeby przyciągnąć uwagę, a nie niedopatrzenie.
    W końcu exhibicje tego samego autora odwiedzały już Polskę całe lata temu. Jest dosyć jasne, że prezentując ich „sequel” trzeba było w jakiś sposób zaszokować bardziej niż za pierwszym razem.

  15. Jestem dość zaskoczony opinia, zwłaszcza, ze Pan Profesor nie odniósł sie do zawartości kluczowej jeśli chodzi o kontrowersyjność tego przedsięwzięcia sali przedstawiajacej rozwój płodowy człowieka. W przypadku płodów trudno o świadomą zgodę – jak przyznają sami organizatorzy, zostały one odkupione od chińskich szpitali. Czy taki handel szczątkami ludzkimi również nie budzi żadnych wątpliwości etycznych? Posługiwanie się w tym przypadku zasadą „zgody domniemanej”, czym się to tłumaczy, wydaje się być sporym nadużyciem – dotyczy ona wszak pobierania narządów potencjalnie ratujących życie, nie zaś ciał na cele komercyjne. Budzi to sprzeciw nie tylko prawicowych mediów, ale także osób pracujących jako przewodnicy, z których część nie zgadza się na pracę we wspomnianej sali. Ja po odbyciu szkolenia zrezygnowałem z pracy w związku z powyższym, choć byłem pod wrażeniem estetyki i piękna wystawy.

  16. Panie Profesorze, nie wszyscy o prawicowych poglądach oburzają się tego typu ‚eventami’. Proszę nie mylić fanatyzmu religijnego z poglądami prawicowymi gdyż jest to zbytnie uproszczenie.

  17. Byłabym dumna gdyby moje ciało stanowiło taki eksponat i zapewne poczynię odpowiednie kroki aby o to zadbać w przyszłości. Mierzi mnie natomiast grzebanie zmarłych, ohydny zwyczaj. Jeśli już to powinni być kremowani, bo pamięć i tak zostaje w bliskich i pamiątkach po tej osobie, a nie w kolejnych hektarach rozkładających się zwłok – to dopiero brak szacunku.

  18. Krakowska wystawa to nie plastynaty von Hagensa – jego wystawy Polska nie wpuściła, jak powiedziała mi jedna z przewodniczek w Fabryce. Dlatego najbardziej kontrowersyjnych eksponatów (ciała zdejmującego z siebie skórę, pary w trakcie kopulacji czy przekroju przez kobietę w ciąży i przez płód) u nas nie ma. Preparaty stworzono metodą von Hagensa, ale zrobili to Amerykanie, a ciała, jeśli rodzina sobie tego zażyczy, będzie można odzyskać po dwóch latach i pochować. Przewodnicy, z którymi rozmawiałam, mówili, że ciała oddano dobrowolnie i że wszystkie pochodzą od dawców rasy żółtej.

    Kto widział wystawę wie, że preparaty wyglądają prawie jak plastikowe i jeśli ktoś obawia się (albo ma nadzieję ;), że obdarte ze skóry trupy z wystawy są ohydne, może wrzucić na luz, bo ohydne nie są.

    Ciekawe, że wspomniani przez Pana publicyści piszą o szacunku do ciała, które jest świątynią duszy, skoro wedle tradycji chrześcijańskiej po śmierci dusza ciało opuszcza i pozostaje truchło, bez większej wartości dla zbawienia. I chociaż przez wieki teologowie łamali sobie głowy nad „ciał zmartwychwstaniem”, z tego co pamiętam sprawę rozwiązano jakoś polubownie, z akcentem raczej na duszę niż na ciało.

    I szczerze mówiąc gorszym przeżyciem niż oglądanie wystawy wnętrza ciał obcych ludzi jest oglądanie zmumifikowanego truchła JPII w rzymskiej bazylice. To robienie czegoś takiego uważam za pornografię, nawet jeśli zmumifikowane szczątki ludzkie należą do osoby ważnej za życia i wyniesionej na ołtarze po śmierci. Za pornograficzne i niezdrowe mam kawałkowanie, obnoszenie po mieście, całowanie oraz czczenie na kolanach ludzkich szczątków, w jakiejkolwiek postaci. Wykradanie pobranej choremu krwi z nadzieją, że może kiedyś stanie się relikwią a jej dysponent dopieroż będzie gościem, obcinane trupom palców, tuż po śmierci (tak zapobiegliwi okazali się koledzy druha Frelichowskiego, „patrona polskich harcerzy”), w nadziei na rychłą kanonizację. Tego rodzaju „szacunku” nijak nie potrafię zrozumieć.

    Mowa była o płodach z wystawy, które „nie wyraziły zgody”. Na miejscu katolickich publicystów przeciw tej części wystawy protestowałabym najmniej. Takie pokazanie rozwoju płodu spełnia – jestem pewna – cele antyaborcyjne znacznie skuteczniej, niż wielkie bilbordy ze zdjęciami zakrwawionych i rozszarpanych kawałków rączek-nóżek-główek. Pamiętam z dzieciństwa tej treści gazetkę u Jezuitów na Kopernika, swój szok i tę nagłą myśl, że nie mogą być dobrymi ludzie, którzy coś tak strasznego pokazują małym dzieciom. (Tego przekonania nie zmieniłam do dziś. Uważam, że trzeba być potworem. Nawet jeśli w, powiedzmy, „dobrej wierze”).

    ..

    I nie wiem jak Państwo, ale ja wolałabym doznawać szacunku (oraz niezjadania, jeśli kto pamięta Różewicza) raczej za życia niż po śmierci, bo po śmierci mi on na nic.

  19. Zadziwiajace jak latwo lykamy to co jest, co powinno byc niestrawne, byleby odpowiednio umotywowane i podane w ladnym opakowaniu.
    Smierc. Smierc jest momentem gdy odchodzi zycie, zwloki maja tyle wspolnego ze smiercia jak i z zyciem- prosze zauwazyc ze mowimy: ludzkie cialo PO smierci. Wiec wystawianie na pokaz ludzkiego ciala jest zniewazeniem zarowno zycia jak i tego momentu dzielacego zycie na dwie polowy.
    Cel edukacyjny, bezsensownie absurdalny, idac tym tropem- czy aby zobrazowac prace ludzkiego serca, nalezaloby otworzyc klatke piersiowa publicznie zeby kazdy mogl zobaczyc na czym polega skurcz i rozkurcz miesnia sercowego?
    Drodzy Panstwo, ta wystawa jest kolejnym dowodem na to do jakiego stopnia postrzegamy siebie- a wiec i traktujemy- jako przedmioty. Smutnym dowodem.

    • Pani Aniu, osobiście bardzo szanuję ludzkie ciało, ogólnie całą przyrodę. Lecz nasze ciało to w każdej formie piękny ,,film,, pokazujący komórki, narządy, całe układy, w różnych fazach (żywe, martwe, lub w rozkładzie). Dla mnie i moich dzieci przyroda jest tajemniczym rajem, pełnym tajemnic i cudów :) Taka wystawa ludzkich zwłok, dla nas jest jedną z kart biologii. Zwłoki to ,,wyłączone maszyny,, które można oglądać powoli, dokładnie, ponieważ są już ,,wyłączone z prądu,, nie działają.

  20. Zważając na popularność jaką obdarzono wystawę można uznać ją jako „sukces”. Ja nie byłem, ponieważ nie widzę nic ciekawego w oglądaniu ludzkich zwłok. Ani mnie to zbyt wiele nie nauczy, ani obrzydza, po prostu jest to dla mnie średnio ciekawe.

  21. Ja tylko napomknę, że pan von Hagens Ameryki w dziedzinie traktowania zwłok jako dzieła sztuki nie odkrył, bo już w XVIII wieku malarz Honore Fragonard stworzył swojego Jeźdźca Apokalipsy, którego do dziś można podziwiać w Paryżu :)

  22. Byłem na wystawie w Gdańsku. I muszę przyznać, że same eksponaty trochę ciekawe, choć szału nie robią. Tylko dzięki studentom medycyny, którzy odpowiadają na wszelkie pytania ta wystawa jest warta odwiedzenia. Okazało się nawet, że jeden z nich jest czytelnikiem Pana Velutaniego :)

  23. Miałem przyjemność uczestniczyć w wystawie, ciekawe widoki. Niestety bez przewodnika. Informacje zawarte w podpisach niczym z repetytorium maturalnego:P wiadomo jednak, że więcej zawrzeć się nie dało (zresztą nie byłoby sensu). Nie spodziewałem się, że ta wystawa wywołała tyle kontrowersji… straciłem już nadzieję na założenie „Trupiej Farmy” jaką posiada Uniwersytet Tennessee :/

  24. Jest jeszcze jedna sprawa, o której chyba nikt nic nie mówił. Mianowicie cena: 40 zł. Dla mnie, jaka studentki, nie jest to mała suma . Wystawa ma mieć z założenia charakter edukacyjny, ale nie każdego na nią stać. (Przykładowo wejściówka dla studenta do filharmonii kosztuje 10 zł)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: